Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 107 539 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zwierzenia alkoholiczki

wtorek, 18 maja 2010 22:58
Skocz do komentarzy

Mój życiorys

Mam na imię Izabela i jestem trzeźwiejącą alkoholiczką. Jestem po dwóch terapiach odwykowych. Teraz nie piję i żyję nadzieją, że już nigdy nie wezmę alkoholu do ust. Może moje uczucia, wspomnienia i przeżycia, pomogą innej osobie uchronić się przed tą podstępną, diabelską i nieuleczalną chorobą.

Zaczęło się od picia dla przyjemności
Zaczęło się od picia dla przyjemności /ThetaXstock

Chcę opowiedzieć, jak to wszystko się zaczęło i do czego doprowadziło. To będzie taki mój "Piciorys".

Mając siedemnaście lat wyszłam za mąż. Nie byłam w ciąży, po prostu zakochałam się. W 1988 roku przyszedł na świat mój pierwszy syn, a rok później drugi. Chciałam być szczęśliwa, jednak czegoś mi brakowało...

W latach dziewięćdziesiątych lubiłam napić się dla przyjemności. Zdarzało się to sporadycznie. Wychowywałam wtedy dwójkę małych dzieci. Chłopcy nigdy nie widzieli mnie pijanej.

W tym okresie piłam tylko przy okazji imienin, świąt lub spotkań towarzyskich. Dopiero około 1999 roku zaczęłam coraz częściej szukać okazji, żeby wypić. Zaczęłam coraz częściej organizować spotkania towarzyskie, kolacje zakrapiane alkoholem. Zauważyłam, że picie alkoholu sprawia mi przyjemność. Czułam się wtedy rozluźniona, zadowolona, zapominałam o problemach i smutkach, zdarzało mi się nieraz, że nie pamiętałam końca imprezy, a dzień zaczynałam od wypicia piwa...

Coraz częściej chodziłam w te miejsca, gdzie wiedziałam, że będzie alkohol. Często bez żadnej okazji organizowałam "domówki". Byle tylko się upić. Zaczęłam odczuwać tak zwanego kaca moralnego, co spowodowało, że coraz częściej piłam w samotności. Zaniedbywałam obowiązki domowe i rodzinne.

Synowie, mąż i znajomi zaczęli zauważać, że dzieje się ze mną coś złego. Z początku tłumaczyłam się chorobą lub złym samopoczuciem. Próbowałam panować nad sytuacją, ale mój alkoholizm był coraz bardziej widoczny. Odstawiałam alkohol na jakiś czas, ale potem znowu do niego wracałam. Popijałam wieczorami z mężem, kiedy chłopcy szli spać, żeby przed nimi ukryć swój problem i żeby nie widzieli, że mama pije. Próbowałam udowodnić bliskim, że alkohol nie jest dla mnie problemem. Idąc na przyjęcie, nie piłam wcale, chciałam pokazać innym, że nie muszę tego robić. Ale w domu miałam już przygotowane piwo lub wódkę, które wypijałam natychmiast po powrocie z imprezy. Oczywiście robiłam to w ukryciu.

Z czasem nie potrafiłam już maskować swojego nałogu, zaczęły się problemy w pracy. Mój szef zauważył, że coraz częściej po weekendzie jestem zmęczona, roztargniona i nie wyglądam najlepiej. Najpierw zwracał mi uwagę i mówił, żebym się opamiętała, ale skończyło się na rozmowie w cztery oczy i naganie...

Wydawało mi się to trochę niesprawiedliwe, ponieważ swoje obowiązki jako pracownik wykonywałam solidnie, nigdy niczego nie zaniedbywałam. Na początku 2004 roku postanowiłam się zwolnić i poszukać innej pracy. Mówiłam sobie: "Odpocznę w domu dwa miesiące, potem zacznę szukać nowej posady." Jednak będąc w domu, nic nie robiłam, bo nic mi się nie chciało. Zaczęłam zaniedbywać swój wygląd, tłumacząc sobie, że nie muszę się starać, skoro siedzę w czterech ścianach i nikt mnie nie widzi.

Do 2008 roku żyłam w ciągłej nietrzeźwości. Nie potrafiłam wstać z łóżka bez klina. Moja tolerancja na alkohol wzrosła. Siedziałam w domu i sączyłam procenty. Ciągi narastały, zobojętniałam na wszystko. Wydawało mi się, że skoro nikt nie widzi mnie pijanej, przewracającej się, to wszystko jest w porządku. Mimo że moi dorośli synowie mówili: "Mamo, co ty robisz, opamiętaj się!", nie robiło to na mnie wrażenia. Nic mnie nie interesowało, nic! Stosunki z mężem popsuły się całkowicie. Kłótnie, awantury i pobicia, jakie fundował mi mój ślubny, doprowadziły do tego, że swój ból zapijałam alkoholem. Nie rozmawiałam o tym z nikim, po prostu piłam. Alkohol był moim przyjacielem, moim lekarstwem na ból.

Przestaliśmy z mężem współżyć. Wtedy mnie zgwałcił. Nie mogłam o tym zapomnieć! Gdy mnie dotykał, czułam ból, lęk, strach i obrzydzenie. Aby kolejny raz zmusić się do zbliżenia, musiałam się upić, żeby niczego nie czuć. W sierpniu 2008 roku mój mąż się powiesił. Nie mogłam sobie z tym poradzić, bo chociaż pod koniec życia zadał mi tyle cierpienia, to jednak był ojcem moich dzieci... Kiedyś go kochałam...

Upijałam się do nieprzytomności. Żyłam w ciągłym poczuciu winy. Użalałam się nad sobą w samotności, przy butelce wódki, wina lub piwa. W tym okresie piłam na okrągło, nie jadłam. Przełom nastąpił 30 grudnia 2008 roku. Poprosiłam syna, żeby zadzwonił po karetkę, bo już nie wiedziałam, co się ze mną dzieje. Trafiłam na pogotowie, tam dostałam ataku padaczki alkoholowej. Zostałam w szpitalu, ale bałam się przejść na oddział odwykowy. Zdecydowałam się na to dopiero w lutym 2009. Ukończyłam całą terapię, wydawało mi się, że wiedza, jaką otrzymałam, da mi siłę do wytrwania abstynencji. W kwietniu wyszłam do domu, czułam się świetnie, nie pijąc, byłam zadowolona i radosna. Zaczęłam szukać pracy. Trochę to trwało, ale trafiła się robota w Niemczech przy szparagach. Nie namyślając się długo, postanowiłam pojechać.

Było ciężko, ale jakoś dawałam sobie radę. Jednak pojawiło się dla mnie bardzo duże zagrożenie: piwo, które Niemcy pili codziennie i wszędzie. Mimo to nie poddawałam się. Dopiero 25 czerwca po upalnym dniu pracy, wracając do hotelu, wypiłam jedną puszkę piwa w autokarze. Myślałam, że to nic, że jestem silna...

Pomyliłam się! Moja choroba powróciła. Zaczęłam pić. W sierpniu trafiłam na oddział odwykowy. Czułam się strasznie, bo zawiodłam samą siebie i bliskich. Czasu nie da się cofnąć, muszę z tym dalej żyć i walczyć o lepsze jutro... Pracuję nad sobą. Czuję, że tym razem się uda!

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Od wielu lat pije, zaczynałem już w szkole średniej - bełty
studia - bełty i drinki, często do urwania filmu w zarzyganym pokoju
potem małżeństwo, dzieci, dalej picie ale umiarkowane tzn. 2-3razy w
tygodniu ćwiartka
ale tylko po pracy i tak do końca lat 80tych
Od 12 lat moj alkoholizm umocnil się i zarazem ustabilizował a mianowicie
pije codziennie - sam
Ok 200g wódki lub 1/2 butelki wina czerwonego lub tez 3 piwa w zależności od
tego co na kolacje
Podkreślam ze pije wylcznie po godz. 20 - wcześniej nie mam ochoty do
wypicia nawet maleńkiego drinka.
Doszło nawet do tego ze będąc na urlopie nie wypije piwa i innego ala przed
godz. 20 poprostu nie mam ochoty
być na lekkim rauszu. Znajomi już nawet nie proponują mi wcześniejszych
spotkań "wypitkowych" na imieninach, weselach
moje toasty wznoszone SA po 20tej.A i jeszcze cos bardzo ciekawego jeśli
wcześniej zjem cos dodrego i jestem najedzony
to tego dnia bez żalu odpuszczam picie!!
Czytałem gdzieś, żeby uchronić armie angielska w indocinach wydano rozkaz
zabraniający picia przed zachodem słońca
sam tez przyjąłem taka taktykę "nigdy przed zachodem słońca" na razie się
sprawdza, ciekawe jak jeszcze długo
Regularnie chodzę do lekarza, badam pod katem swojego alkoholizmu
wato,krew,nerki.
Opinia lekarza to - ma pan doskonale wyniki i zdrowie! I jak mu wierzyć ?
Jak mu opisałem swoje problemy z "alem "
chciał mnie wysłać do AA na moje stanowcze nie, zalecił mi abym przynajmniej
pil alkohol w drinkach. Ale jak takiego
drinka można wypić do śledzia ?
Aktualnie mój starszy brat (ma 62lata) leży w szpitalu jest to jego 3ci
pobyt, ma zaawansowana marskość wątroby i do tego niewydolność nerek,doszło
do zatrzymania płynów w organizmie,brzuch jak balon,
doprowadził się do tego pijąc codziennie 4 piwa!
I właśnie to skłoniło mnie do napisania na te grupę, może i ja niebawem
zapłacę za swój prawie 40letni nałóg.
Acha papierosy paliłem przez 18 lat po 2 paczki dziennie od jakiś 20 lat nie
pale rzuciłem z dnia na dzien.
może ten fakt utwierdza mnie w przekonaniu ze jak będzie potrzeba to tez z
alem tak szybko skończę.
Waśnie już z zadowoleniem pomyślałem o kolacji ciekawe co będzie!?
pzdr
lm

-------------------------------------------------------------------------------------------------------

Poczatkowo upijalem się powoli,lecz pilem co raz częsciej,okazji nie brakowało.I tak wędrowalem przez życie,znacząc swoj szlak butelkami wodki. Szedłem  z przekonaniem,ze mam mocną glowę.Inni podają,wylatują z pracy ,a ja wciąz  wesoly i do pracy gotowy.Nie zdawalem sprawy,ze wodka ogarnia  juz  mysli i uczucia,szedlem do alkoholizmu jak cma do swiatla A kiedy  wysiadła    wątroba  kilka głebszych kieliszkow pograżało juz w spiaczkę.  Allkoholik tylko wie  co to znaczy ,spiączka i nawroty picia! W przebłyskach Bajkał swiadomosci zdawalem sprawę,że brnę za daleko,ale hustawka pijackich nastrojow zmuszala do picia.Nie chcialem,ale juz musialem pic. .Zaburzenie emocjonalne jednak nie powstrzymały  od wodki! Ponieważ lęki,urojenia odchodziły tylko  po wypiciu kiliszka  ,po zazyciu leków na zalewie  spirytusowej  Nie widziałem potem gdzie jestem i nie potrafilem odroznic prawdy od falszu,a wszystkich ,a szczegolnie zonę podejrzewalem o nielojalnosc,chociaz sam klamalem i oszukiwałem bez skrupułow! A depresja jak poranna mgłą nad rzeką coraz bardziej zaślaniała rosędek i szeptała mi o smierci,jedynej desce ratunku!Picie zabierało człowieczeństwo.Po dwoch latach obstynencji skutki picia wodki   są zminimalizowane i  w srod trzezwych czuję się  jak ryba w wodzie.Nie potrafię  jednak  jeszcze poradzic z irytacją,nadwrażliwoscią ,wybuchają nawet z błahego powodu.  .Likwiduję negatywne mocje  pracą w ogrodzie, medytacją,a przede wszystkim  wycieczkami rowerowymii.Tance i  zajecia kulturotworcze tez pomagają w zmianie dotychczasiwych zachowan i  nawykow..Do pełnej jednak kontroli  nad sobą,droga jeszcze daleka , niespodzianek na niej  wiele czeka.,gdyz wodka jak  piękna kobieta we snach  jeszcze przychodzi. i wola wez mnie .(  fragment z pamiętnika,W-wa 12 luty 2003 r)
----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Tak jestem szczęśliwy, bo nie piję alkoholu. Jednak 20 lat temu nie było tak dobrze. Uzależniłem się od alkoholu. Oczywiście nie od razu, na początku piłem towarzysko, tak jak inni. Alkohol „rozwiązywał mi język”, dodawał odwagi, animuszu. Byłem wtedy bardzo szczęśliwy, jako dusza towarzystwa, wszyscy mnie lubili. Świat wtedy był barwny, wesoły. Tak żyłem przez parę lat. Znajomi zakładali rodziny, dorabiali się, kupowali mieszkania, samochody, jeździli na wczasy, wycieczki. A ja pomimo tego, że dobrze zarabiałem, nigdy niczego nie miałem i nie potrafiłem odłożyć ani trochę pieniędzy. Koledzy mówili mi, żebym przestał pić, że mam problem, żebym coś z tym i ze sobą zrobił. Jednak ja nie dopuszczałem do siebie takich myśli, byłem normalny, przecież inni pili więcej… Myślałem: Mam pracę, rodzinę, nie mam problemu. I tak powoli wchodziłem w pułapkę alkoholizmu. Kiedy dzisiaj patrzę na moje pijackie życie to przypominam sobie, że przez około 10 lat nie było dnia, żebym nie wypił chociaż piwa. Czy to jest normalne? Teraz wiem, że NIE.
Alkohol zaczął kierować moim życiem, stał się najważniejszy w moim życiu. Reszta czyli rodzina, praca, dom, były dalej, dużo dalej. I wtedy zaczął się koszmar. Musiałem się napić już nie po to, by dodać sobie odwagi, animuszu, lecz po to, by w miarę normalnie funkcjonować. Coraz częściej spożywałem alkohol w samotności użalając się przy tym nad sobą. Ciągle szukałem okazji do tego by się napić. Do pracy chodziłem pod wpływem alkoholu, bo rano miałem kaca i musiałem wypić… już nie chciałem – musiałem. Każda sprawa do załatwienia wymagała alkoholu, każde święto czy wydarzenie też. Urodziło mi się dziecko, trzeba było to opić. Czy tak piękna chwila jak narodziny potomka jest do tego okazją? Teraz wiem, że nie…
Pamiętam jak mama leżała w szpitalu, miała raka. Nie było mnie przy niej, kiedy umierała, bo piłem z kolegami. Moja córka ma dziś 16 lat, a ja nie pamiętam prawie nic z jej dzieciństwa. Nie wiem, kiedy urosła, nie przypominam sobie jak się śmiała, kiedy pierwszy raz powiedziała „tato”, kiedy postawiła swoje pierwsze kroki. Nie wiem kiedy to było, bo wtedy piłem. Wolałem być w barze, knajpie czy na imprezie lub pod sklepem z kolegami oraz „cieszyć się pijackim życiem”. Oczywiście cały czas myślałem, że wszystko jest w porządku. Byłem przekonany, że to nie ja mam problem, że inni piją więcej. Zawsze widziałem innych, ale nie siebie. Nie chciałem siebie zobaczyć bo to nie pozwoliłoby mi pić alkoholu, a ja nie wyobrażałem sobie bez tego życia.
Pamiętam 9 miesięczny ciąg alkoholowy. Zacząłem pić na wiosnę, jak śnieg topniał, a przestałem zimą, kiedy znowu spadł. Jedynie to pozostało mi w pamięci, nie wiem co się działo wiosną, latem, jesienią.
Zostałem wyrzucony z pracy i z domu, znalazłem się na ulicy, bez środków do życia. Mimo to dalej trwałem w przekonaniu, że ja nie mam problemu z alkoholem, że są gorsi ode mnie, zawsze widziałem gorszych… Kiedy jeszcze mieszkałem z rodziną były obietnice, przyrzeczenia, modlitwy, że przestanę pić, że już nie będę, że się poprawię, zmienię. Jednak wszystko to było złudne, na pokaz, nie dla mnie, dla innych. Kiedy już powoli zaczynałem odbudowywać zaufanie i szacunek, poddawałem się i upijałem, wpadałem w ciąg alkoholowy i znów traciłem wszystko. Ja już nie piłem alkoholu bo chciałem, bo mi smakował, piłem, bo musiałem!
Na szczęście stanął na mojej drodze ktoś, kto powiedział mi o terapii odwykowej, o grupie AA. Terapię przechodziłem 4 razy w Polsce, jednak zawsze zapijałem. Główną tego przyczyną było to, że przestawałem spotykać się z innymi alkoholikami niepijącymi. Teraz wiem, że sam sobie nie poradzę bo alkoholizm jest chorobą postępującą i bardzo podstępną. Wiem też, że są inni alkoholicy niepijący i z ich pomocą wytrwam w trzeźwości.
Osiem lat temu przyznałem się do tego, że jestem chory. Przestałem walczyć, zrozumiałem, że alkohol jest silniejszy ode mnie, że nie jest dla mnie. Uczę się życia na nowo. Na początku moje trzeźwej drogi wszystko było dla mnie nowe. Uczucia, rozmowy z innymi ludźmi, załatwianie spraw, nowa praca. Wszystko na trzeźwo było niezmiernie trudne. Ale powoli zacząłem się podnosić. Cieszy mnie każdy trzeźwy dzień, każdy ranek, kiedy nie mam kaca. Podoba mi się to, że wszystko pamiętam, że „nie urwał mi się film”. Jestem szczęśliwym mężem i ojcem. Teraz widzę moją drugą córkę jak rośnie, jak się śmieje, z każdym dniem się zmienia.
Pracuję cały czas nad sobą, uważam żeby nie zostać sam, potrzebni mi są inni alkoholicy niepijący, bo tylko oni mogą mnie najlepiej zrozumieć. Jest to ciężka droga i praca, ale się opłaca. Trzeźwe życie jest piękne.
oceń
4
0


środa, 30 lipca 2014

Licznik odwiedzin:  2 890  

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

Archiwum

Galerie

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Alkohol Papierosy Narkotyki - Wam mówimy NIE !!!

O mnie

Mam na imię Marlena a to jest mój bloog dla Ciebie

Statystyki

Odwiedziny: 2890
Wpisy
  • liczba: 17
  • komentarze: 5
Galerie
  • liczba zdjęć: 13

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl